Niedziela 25 października 2026               Imieniny: Ingi, Darii, Sambora
Spis treści
SZPITAL
CENTRUM ZDROWIA PSYCHICZNEGO
POLITYKA JAKOŚCI SZPITALA
PRZEWODNIK PACJENTA
RODO DLA PACJENTA
OFERTY PRACY
DOFINANSOWANIA
WYPOCZYNEK
KARTY HISTORII
POCZTA
CIEKAWE LINKI
CHOOSE LANGUAGE
SKARGI, WNIOSKI, PETYCJE

Samodzielny Publiczny
Szpital dla Nerwowo
i Psychicznie Chorych
w Międzyrzeczu

ul. Poznańska 109
66-300 Międzyrzecz

tel. 95 7428700
fax. 95 7428701

sekretariat@obrzyce.eu

NIP: 596-15-22-446
REGON: 000290133




















c.d. ROZWAŻAŃ O WSPÓŁUZALEŻNIONYCH I NIE TYLKO...

"Kołysanka z Betlejem”

„Jak ty chcesz dotrzeć do sedna i coś zrozumieć
skoro nigdy nie byłeś skazany ani odrzucony
nie paliło się przed tobą powietrze
nie rozstępowała woda
nie rozpadała ziemia
nie zostałeś wygnany
nie zabijano twych dzieci i owiec
nie doświadczyłeś czym jest
uścisk Boga żywego
czy kiedyś zmiażdżyło cię niebo
sądzisz że kołysanka z Betlejem
to cała ewangelia
czy usłyszałeś tamten krzyk
czy sam krzyczałeś”

                                          x. J.S. Pasierb

   Dla wielu kołysanka z Betlejem to nie cała ewangelia. A jednak właśnie ci, których „miażdży niebo” pod którym „pali się powietrze”, „rozstępuje woda” i „rozpada ziemia” - docierają do sedna życia i – paradoksalnie – są najszczęśliwsi. Są jak kamienie strawieni żywiołem oceanu – jednak wygładzeni i „pełni”. Receptą na szczęście dla wielu jest posiadać, osiągać, nie doznawać cierpień. Oznacza to, iż posiadanie bez wyrzeczeń, ograniczeń i cierpień powinno zawsze w efekcie dawać wewnętrzne poczucie szczęścia.

   Stąd we współczesnym świecie dążymy do tak rozumianego szczęścia – uciekając od cierpienia, znieczulając cierpienie, zaspakajając potrzeby i dążąc w szybkim tempie do osiągnięcia przyjemności. Dla laika oznacza to – im więcej osiągnę i im bardziej się znieczulę – tym bardziej będę szczęśliwy.

   To koncentracja na „kołysance z Betlejem” - na etapie, w którym wszystko jest beztroskie i możliwe. Jednak x. Pasierb w swoim wierszu wskazuje na całkowicie odmienny sposób docierania do „sedna życia”, do zrozumienia go i szczęścia. Aby szczęście osiągnąć, należy nie tylko dotknąć cierpienia, ale pozwolić mu „przejść przez nasze życie”. Nie bez przyczyny niektórzy twierdzą, iż w historii świata najbardziej zranione osoby stają się naszymi największymi nauczycielami (oczywiście jeśli to zranienie przepracują, wykorzystają i przemienią). Cierpienie, od którego uciekamy, jest jak nieporozumienie z bliską nam osobą – unikamy go a nie uczymy się w sposób konstruktywny rozwiązywać konflikt. A przecież - nieporozumienie, konflikt czy kłótnia – choć wielu kojarzy je z wrogością, sporami i zranieniem, może stać się czymś konstruktywnym, czymś, co może stać się podstawą do większego zbliżenia.

   Podobnie z cierpieniem współuzależnionych – jeśli go unikamy, wypieramy bądź znieczulamy poprzez używki i nałogowe zachowania, tak naprawdę nie doznamy szczęścia.
   Cierpienie, schowane w ciemny kąt pokoju naszego życia urasta do większych rozmiarów, wybuchając z o wiele większą siłą.
   Wg Anny Wobiz to właśnie cierpienie, które określa „silnym bólem”, budzi uczucia, rodzi bunt i sprzeciw. Dopiero cierpienie (dno) powoduje, że jest się od czego odbić i człowiek uświadamia sobie, czego nie chce. I tak zaczyna się powrót do normalności - od określenia, czego na pewno się nie chce.

 „Czy usłyszałeś tamten krzyk / czy sam krzyczałeś”- pisze x. Pasierb. Tylko w subiektywnie odczuwanym „dnie” krzyczy się o pomoc?... Po co?... Dlaczego jest tak ważne „krzyczeć”, „opłakiwać” straty spowodowane nałogami, obsesjami, straty przeszłe czy obecne. Można opłakiwać miłość i czułość, której się nie doświadczyło, radość, której się nie miało, można opłakiwać pracę, małżeństwo, awans, prawo jazdy, czas, którego nie poświęciło się rodzinie, itd. Dla każdego strata jest subiektywną oceną (bez względu na wartość przypisywaną przez świat - jeśli dla mnie strata jest znacząca-jest to prawdziwa strata).

   Dla osób współuzależnionych (oraz wszystkich, którzy doznali straty) ważne jest „opłakiwanie strat”, zbawienny proces żałoby, uświadomienie sobie „zmiażdżenia przez niebo”.
 Wg autorów „Miłość to wybór” istnieją cztery pola, na których osoby współuzależnione powinny przeżyć żałobę. Jedno z tych pól to żal nad bólem pierwotnej rodziny, jeśli była dysfunkcyjna bądź nadużywano w niej siły. Drugie to płacz nad powiedzeniem „do widzenia” rodzicom, które dla większości współuzależnionych dzieci było opóźnione bądź odroczone. Trzecie pole to płacz nad nałogami, współuzależnieniami i innymi mechanizmami radzenia sobie w dotychczasowym życiu, pole czwarte to straty narosłe przez lata jako uboczne efekty współuzależnienia (cierpienie, popełnione błędy, łzy, bóle, kłótnie). Proces żałoby to etapy, przez które przechodzi „opłakująca osoba” - szok i zaprzeczanie, gniew, depresja, negocjacje i – akceptacja. W procesie żałoby przechodzi się przez wszystkie jej etapy, często bez pomocy terapeuty, ale często jest tak, iż współuzależniony zatrzymuje się na pewnym etapie żałoby i nie rusza się z miejsca. Osoba współuzależniona zachowuje się tak, jak gdyby „paliło się przed nią powietrze” a ona nie ruszała z miejsca, pozwalając na trwanie w tym stanie. Stąd „ruszanie z miejsca” i pójście naprzód jest tak szalenie ważne, aby cierpienie nie złamało nas a stało się rozrusznikiem do rozwoju.

 Chciało by się trwać w jednej części ewangelii – słuchając kołysanki z Betlejem – odnosić sukcesy, doświadczać dobra i radości, i trwać w udanych związkach z innymi. Ale prawdziwy rozwój rozpocznie się dopiero wtedy, kiedy odważymy się na usłyszenie „własnego krzyku”, przejście przez własny ból, spojrzenie prosto w oczy cierpieniu i przeobrażenie go w dobro. Nawet, jeśli nie będzie to łatwe, nawet, jeśli wielokrotnie ma się ochotę schować głowę w piasek... Bez bólu nie ma rozwoju. Bo jak powiada Proust: „to troska rozwija siłę ducha” i „praca postępuje tylko w cierpieniu”. W nieszczęściu poznajemy świat, samych siebie, zdobywamy się na wysiłek i pogłębienie życia, a więc na to wszystko, dla czego warto żyć najbardziej. Idąc za tym tokiem rozumowania można przyjąć, iż kto chce koniecznie uszczęśliwić siebie, rzadko osiąga swój cel. Może się jednak uszczęśliwić będąc dobrym - niejako mimochodem, choć sobie tego za główny cel nie stawia a każde „dobro” nierozerwalnie wiąże się z wyrzeczeniem (ograniczeniem) ofiarą czy bólem. W Betlejem też tak było... Więc jeśli chcemy być szczęśliwi... Jeśli chcemy „dotrzeć do sedna i coś zrozumieć”…

                                                                                                                                   Marta Minta

 
«« wstecz
drukuj wyślij ten link


  
© 2007 - 2026 Szpital Miedzyrzecz. All rights reserved
  
zamknij
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.