Niedziela 25 października 2026               Imieniny: Ingi, Darii, Sambora
Spis treści
SZPITAL
CENTRUM ZDROWIA PSYCHICZNEGO
POLITYKA JAKOŚCI SZPITALA
PRZEWODNIK PACJENTA
RODO DLA PACJENTA
OFERTY PRACY
DOFINANSOWANIA
WYPOCZYNEK
KARTY HISTORII
POCZTA
CIEKAWE LINKI
CHOOSE LANGUAGE
SKARGI, WNIOSKI, PETYCJE

Samodzielny Publiczny
Szpital dla Nerwowo
i Psychicznie Chorych
w Międzyrzeczu

ul. Poznańska 109
66-300 Międzyrzecz

tel. 95 7428700
fax. 95 7428701

sekretariat@obrzyce.eu

NIP: 596-15-22-446
REGON: 000290133




















CZY WARTO PODTRZYMYWAĆ FIKCYJNE NIEBO?...

''Czy warto podtrzymywać fikcyjne niebo?... Pytania osób współuzależnionych."


 W początkach zdrowienia większość osób współuzależnionych zadaje sobie pytanie, które ich nurtuje: „czy mam odejść” i „czy rozstanie jest konieczne”. Zdrowienie jest procesem, w którym nie należy rozstrzygać tego dylematu na początku. Znacznie ważniejsze jest pytanie „Jak mam zacząć zdrowieć?” oraz „W jaki sposób mam zacząć zdrowieć?”.

   Priorytetem dla osoby współuzależnionej powinna stać się własna osoba i własne zdrowienie - a nie chęć ratowania partnera. Tak należy rozumieć pierwszy krok zdrowienia: oddzielenie wspólnego toru na dwa równoległe. Energia osoby współuzależnionej potrzebna do wyzdrowienia powinna być skupiona i wykorzystywana na własnym „torze”.

 Rozstawanie się ze złudzeniami typu: „jadąc wspólnym torem z uzależnionym partnerem zmienię jego życie” jest bardzo trudne, przykre i bolesne. Dlatego tak wiele osób rezygnuje z tego kroku, tłumacząc się wychowaniem dzieci, nieprzewidzianymi okolicznościami, brakiem czasu itp... Ważna jest także wiara, iż jest możliwa zmiana samego siebie. Ważne, by być gotowym, aby określić swoje potrzeby i ZADBAĆ o ich spełnienie, aby ZAOPIEKOWAĆ się sobą i prosić o pomoc innych. Opieka nad sobą samym to nic innego, jak wzięcie odpowiedzialności za swoje życie.
W terapii dla współuzależnionych żaden z terapeutów nie wykona tej pracy za pacjenta.

 Terapia inspiruje do zmian, wyposaża w siłę i odwagę potrzebną do zmian, a także dostarcza nam „lunety”, dzięki której innym okiem spoglądamy na siebie i otaczający nas świat.
 Osoby współuzależnione zakładają na przemian czarne i różowe okulary - widząc swój świat w nierealnych barwach. Albo zaprzeczają poważnym i dotkliwym stratom o charakterze fizycznym, społecznym, psychicznym i duchowym, bądź poddają się rozpaczy, nie szukając ratunku na zewnątrz. Stąd tak ważne jest „lustro grupy” - swoista „luneta”, przez którą w bezpiecznych warunkach można obejrzeć siebie i otaczający świat. Realny. Taki, jaki jest w rzeczywistości, nie koloryzowany złudzeniami.

 Aby go jednak obejrzeć, należy powalić mur własnego milczenia i przełamać izolację. Co więcej - poradzić sobie z lękiem, który w trakcie terapii zaczyna dochodzić do głosu. Autorka książki „Współuzależnienie w rodzinie alkoholowej” Anna Wobiz opisuje to w ten sposób: „Bałam się właściwie wszystkiego”. „Bałam się, że terapia zniszczy moją rodzinę, bałam się reakcji męża, bałam się własnych reakcji ..., bałam się, że ujawniona nienawiść zostanie przy mnie na zawsze ..., bałam się, że moje gwałtowne rozbudzone emocje wezmą nade mną górę i w którymś momencie wywalę mężowi wszystkie nagromadzone pretensje, żal i nienawiść - i że on tego nie udźwignie, że tym go zniszczę”. Okazuje się, że sztuką jest także wniknięcie w swój świat emocji, w uczucia, którym przez lata się zaprzeczało, wierząc, iż nie istnieją lub istnieją w nie tak gwałtownej i intensywnej formie. Brak kontaktu z uczuciami niektórzy nazywają „drętwotą emocjonalną” lub „zamrożeniem emocji”.

   W trakcie procesu zdrowienia nawet po kilku latach odzyskiwania kontaktu z uczuciami i pracy nad nimi można mieć problemy z ich „odczuwaniem”, rozpoznawaniem, wyrażaniem i kontrolą.
 W terapii ważne jest więc słowo: „cierpliwość”. Okazuje się, że powrót do satysfakcjonującego życia to trudny i długotrwały proces, którego nie wolno  na siłę przyśpieszać. Stąd ważne jest, aby „kiedy idzie coś nie tak” powrócić do pierwszego etapu zdrowienia - fazy separacji i skupienia się na sobie. Jedna z członkiń Al - Anon (grupy dla osób współuzależnionych) ujęła problem separacji w ten sposób: „oderwanie się nie jest oderwaniem od osoby, o którą się troszczymy, lecz od bólu, który sprawia nam zaangażowanie się w jej sprawy”. Oderwanie się jest głównym etapem procesu zmian większości programów leczenia współuzależnionych. Przesłanki zdrowego „oderwania się” to: każdy odpowiada sam za siebie, nie rozwiązujemy problemów drugiej strony, staramy się ustalić, na co mamy wpływ i co możemy zmienić w swoim życiu. Oderwanie  się oznacza również zaakceptowanie rzeczywistości i pogodzenie się z faktami. Nie jest to brak zainteresowania innymi osobami, ale nauka kochania ich bez wpadania w obsesję, obłęd.  To nie chłodne i wrogie zerwanie, ale uwolnienie się czy odcięcie od problemów lub osoby w duchu miłości.

 Oderwanie to intelektualne, emocjonalne a niekiedy  fizyczne uwolnienie od niezdrowej relacji i problemów osoby, których nie jesteśmy w stanie rozwiązać.
 Separacja wymaga rozdzierającego samozaparcia, by wytrwać w pojedynkę i oddzielić od partnera.
 Warto wiedzieć, że to podstawowe zadanie, aby uleczyć wspólną sytuację i zbudować zdrowy związek. Dopiero wówczas, gdy osoba współuzależniona nauczy się żyć oddzielnie i stać na własnych nogach - może zacząć myśleć o związku, aby „zaistnieć w relacji” nie tracąc znów siebie. Korzyści płynące z oderwania się - fazy separacji są takie, iż osoba współuzależniona odzyskuje spokój, pogodę ducha, zdolność ofiarowywania i przyjmowania miłości, satysfakcję z przejęcia steru nad własnym życiem, akceptację świata, ludzi, samej siebie.

 Na koniec refleksji przytoczę krótką bajkę autorstwa Bruno Ferrero - krótką historię o tym, że czasem warto dostrzec, iż podtrzymuje się „fikcyjne niebo” i że zapomniało się o posiadaniu własnych skrzydeł możliwości...: „Pewien ptaszek leżał sobie kiedyś na grzbiecie, zaś jego nóżki były wyprostowane, skierowane wprost w niebo. Przelatywał obok inny ptak i zdziwiony zapytał - Co robisz? Dlaczego tak leżysz z wyprostowanymi do góry nogami? Czy coś ci się stało?”
„Nie zmieniając swej dziwnej pozycji, zapytany odparł: Podtrzymuję nogami niebo. Jeśli się poruszę i opuszczę nogi, niebo  spadnie…”.
Warto życzyć, aby ów ptak przełamał lęk i poszybował w powietrze, bo fikcyjne niebo, które podtrzymuje i tak pozostanie na swoim miejscu.
Warto życzyć pozytywnych inspiracji do Zmian... i wiary we własne skrzydła możliwości...

 W kolejnym artykule w cyklu o współuzależnieniu postaram się przybliżyć kolejne fazy w procesie zdrowienia osób współuzależnionych.
                                                                                                                        Marta Minta

 
«« wstecz
drukuj wyślij ten link


  
© 2007 - 2026 Szpital Miedzyrzecz. All rights reserved
  
zamknij
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.